- Wszystko
- Edukacja seksualna
- Wydarzenia
- Konkursy
- Polecają nas
- Czytelnia
- Poznali się
- Komunikaty
- Fundacja
Karolina i Robert

Robert:
Wszystko zaczęło sie od kilku słów w Księdze gości "Dzień dobry na dobry dzień" które Ania napisała do mnie. Właśnie zaczynał się wielki post. Moje życie było w tym czasie dość zawikłane, leczyłem rany po nieudanej próbie bycia z kimś i te kilka słów choć tak prostych sprawiły mi nieopisaną przyjemność. I zwróciły moją uwagę. Odpisałem jej że już dawno nic nie sprawiło takiego uśmiechu na mojej twarzy jak ten wpis. Wymieniliśmy się numerami GG i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym.
Karolina:
W wigilię święta Miłosierdzia Bożego wyciągnęłam z szafy wielką torbę, wrzuciłam w nią wszystko co może przydać sie na kilkudniową wyprawę w nieznane. Dla mnie właściwie to nie był wyjazd w nieznane. Przez ten czas gry rozmawialiśmy ze sobą na GG, skypie czy przez telefon poznałam Roberta z każdej strony. Nie było tematu o którym byśmy nie rozmawiali. Myślę, ze czas w którym się poznaliśmy też nie był bez znaczenia, był to początek wielkiego postu czyli czasu ciszy w której można usłyszeć głos Boga. Oboje czuliśmy, że w naszych życiach rozpoczyna się nowy rozdział.
Karolina i Robert:
Dzieliło nas 350km. Ja już od 15 lat poruszam się na wózku wiec to Ania musiała przyjechać do mnie.
Pożegnałam się rodziną i przyjaciółmi. Tata do ostatniej chwili nie mógł uwierzyć że wyjdę z domu z ta wielgachną torbą, wsiądę do autobusu i pojadę na drugi koniec Polski do "obcego" gościa. Mama wciąż pytała mnie jak można tak się zżyć z kimś poznanym przez "druty" a brat stwierdził, że pośpiech jest wskazany "jedynie przy wybieraniu pcheł" a ja w środku swego serca miałam już wszystko poukładane. Wiele przemyślałam i przemodliłam i wiedziałam już, że to co się dzieje jest od NIEGO i nie jest to tylko mój wymysł.
Czekałem na dworcu lekko podenerwowany. Autobusy przyjeżdżały jeden za drugim a jej nie było. W końcu telefon "jestem na miejscu ale cię nie widzę" Wtedy powiedziałem coś z czego już zawsze będziemy się śmiali .. "Podnieś do góry rękę" na co ona "ale po co"... "nie pytaj po co tylko podnieś" i tak wypatrzyłem swoją Anię. Gdy dojeżdżałam do dworca miałam większego pietra niż przed ostatnim egzaminem na studiach. Pomyślałam sobie "raz kozie śmierć" i postanowiłam być sobą.Podjechałem do Ani wręczyłem bukiet i zaprosiłem do siebie do domu.
W tym momencie wirtualny świat zaczął tętnić "prawdziwym" życiem. W tym momencie oboje doskonale wiedzieliśmy już czego chcemy i choć pewnie wiele osób uzna to za szaleństwo ale już wtedy postanowiliśmy się pobrać. Wybraliśmy datę ślubu i zaczęliśmy konsekwentnie zmierzać w tym kierunku. No i stało się 12.08.2007 w parafii Św Andrzeja Boboli powiedzieliśmy sobie sakramentalne TAK.
Dziś będąc już małżeństwem chcemy wam powiedzieć jedno: jeśli zgodzicie się aby Bóg był reżyserem Waszego życia, będziecie jak małe dziecko które prowadzone za rękę rodzica ufa że idzie w dobrą stronę, znajdziecie receptę na szczęście.
