Małżeństwo najlepszym zabezpieczeniem współżycia przed krzywdą/ Część VII

Sakramentalna więź małżeńska nie tylko ubogaca spotkanie seksualne dwojga ludzi, oraz nadaje mu niezwykłą wartość duchową, ale także niejako „zabezpiecza” to doświadczenie przed tym wszystkim co jest sprzeczne z miłością – egoizmem, wykorzystywaniem, porzuceniem, przemocą. Nie znaczy to rzecz jasna, że w małżeństwie nie może dojść do wynaturzeń, lub że samo małżeństwo automatycznie chroni przed krzywdą i cierpieniem. Byłoby to traktowanie sakramentu małżeństwa w sposób magiczny. W małżeństwach może dochodzić i dochodzi do nadużyć seksualnych i krzywd. Jednak wiąże się to zawsze ze złym rozumieniem i przeżywaniem więzi małżeńskiej, czyli de facto z czymś, co tylko małżeństwo przypomina lecz zupełnie nie oddaje jego istoty.
Ślubowanie składane sobie nawzajem przez małżonków wobec Boga, Kościoła i społeczeństwa nie jest tylko pustą w treść formalnością. Człowiek ma potrzebę ceremonii – decyzja o wspólnym życiu potrzebuje takiego wyrażenia, przypieczętowania – wtedy staje się „aktem ludzkim” mającym swoje znaczenie i konsekwencje dla człowieka, wywierającym zasadniczy wpływ na jego podstawową tożsamość i samoświadomość – od teraz nie jest już tylko indywidualną jednostką, ale częścią integralnego organizmu jakim jest małżeństwo i rodzina. Rodzi się poczucie przynależności głębsze niż tylko związek oparty jedynie na uczuciach, wspólnych pragnieniach czy deklaracjach bez pokrycia. Między innymi dlatego tzw. związki na próbę lub wspólne życie bez ślubu nigdy nie dadzą szczęścia porównywalnego z małżeństwem, gdyż nie stwarzają warunków dla tak intymnej i głębokiej więzi międzyludzkiej. Niebezpieczeństwo życia w takich związkach nie zawiera się tylko w „ciągłej okazji do grzechu”, ale przede wszystkim właśnie w owym udawaniu małżeństwa, życiu tylko na chwilowej umowie, lub nawet dłużej trwającej zbieżności interesów i korzyści życiowych, ale bez nieodwołalnego wyboru. Jeśli nawet ludzie tacy są przekonani o wzajemnej miłości, to jednak ich postawa zawiera w sobie przekaz – „chcę Ciebie, chcę żyć z Tobą (czyli realizować własne określone potrzeby) ale nie chcę Ciebie wziąć do końca, nie chcę podjąć tej decyzji, że będę z Tobą na dobre i na złe”. Takie życie utrwala w sercach ludzkich postawy egoistyczne, a przynajmniej nie pozwala w pełni rozwinąć się miłości osoby do osoby.
Wspomniane „zabezpieczenie” miłości w małżeństwie dotyczy między innymi opisanego przez Karola Wojtyłę w „Miłości i Odpowiedzialności” doświadczenia przełamania bariery wstydu w kontakcie seksualnym. Zbliżenie cielesne wiąże się z pewnym radykalnym otwarciem – dopuszczeniem drugiej osoby do najintymniejszych sfer własnej osobowości. Nie tylko nagość w sensie fizycznym, ale oddanie się drugiej osobie niejako w posiadanie, zjednoczenie, pokazanie najgłębszych pragnień – to wszystko zawiera w sobie i wyraża współżycie seksualne. Ta radykalna otwartość przed drugim człowiekiem z jednej strony pozwala rozwinąć się najbardziej intymnej i bliskiej więzi łączącej małżonków, z drugiej grozi bólem, zranieniem, a czasem zniszczeniem delikatnej sfery intymności. Dlatego jedynym miejscem gdzie ta otwartość może się rodzić bez „skutków ubocznych” jest właśnie sakramentalne małżeństwo. Tam bowiem akt otwarcia się przed drugim spotyka się z aktem miłości i przyjęcia osoby przez osobę, taką jaka ona jest, na całe życie. Jest więc otoczone miłością nieodwołalną, która nie tylko chce przyjmować ale i dawać, chronić oraz towarzyszyć na zawsze. Przełamanie bariery wstydu w układzie innym niż małżeństwo jest raną zadaną najgłębszej intymności człowieka – nie ma tu bowiem jeszcze miłości nieodwołalnej, nie ma świadomości wyboru przez drugą osobę na dobre i na złe. Jest więc nieproporcjonalność darów. Współżycie poza małżeńskie zawsze więc będzie jakąś formą nadużycia, wykorzystania siebie nawzajem. Zawsze będzie pozostawiało pustkę, niedosyt, rozczarowanie, nieraz skutecznie zagłuszane przez emocje i przekonanie o słuszności własnego postępowania. Niepełne przeżycie jedności podczas kontaktów przedmałżeńskich może się ciągnąć za małżonkami w późniejszym życiu jako pewne piętno – będą oni mieli utrudnione przeżycie intymnego, jednoczącego i szczęściodajnego spotkania. Ich współżycie może być naznaczone tym pierwotnym doświadczeniem upośledzonej miłości i niepełnego daru. Istnieje psychologiczna zasada pierwszych połączeń. Mówi ona, że pierwsze przeżycia seksualne, na wszystkich płaszczyznach – cielesnej, emocjonalnej, psychicznej i duchowej – utrwalają się w człowieku, niejako wdrukowują, stając się pierwotnym schematem przeżywania podobnych doświadczeń. Jeśli więc pierwsze spotkania dwojga ludzi naznaczone były nieufnością, lękiem, poczuciem winy, cierpieniem, poczuciem wykorzystania, pretensjami, obawą przed poczęciem dziecka czy choćby zwykłą frustracją i rozczarowaniem, to istnieje duże prawdopodobieństwo przeżywania podobnych uczuć w późniejszym życiu seksualnym. Ludzka psychika łączy bowiem to doświadczenie z innymi sytuacjami. To połączenie trzeba nieraz zrywać w długim procesie uzdrawiania wewnętrznego lub terapii, ponieważ jest przeszkodą w przeżyciu intymnej więzi dwojga ludzi.
 

Dodaj do:

Komentarze

Komentarze mogą ogladać jedynie zalogowani i oplaceni użytkownicy.

Dołącz za darmo

  • Oświadczam, że zapoznałem się z Regulaminem serwisu Przeznaczeni.pl i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień. Oświadczam również, że jestem osobą pełnoletnią.