Idealizowanie i dramatyzowanie czystości przedmałżeńskiej/ Część IV

Uzasadnienie potrzeby zachowania czystości przedmałżeńskiej nie może popadać w dwie skrajności. Pierwszą skrajnością będzie idealizacja samego oczekiwania na ślub, polegająca na zbytnim akcentowaniu woli człowieka, która ma tylko „opanować popędy ciała”, z jednoczesnym pomijaniem obiektywnych problemów i trudności, które wcale nie są związane z „wystawianiem się na pokusę” przez młodych. Pogląd taki nie bierze pod uwagę opisanych powyżej specyficznych przeżyć pary narzeczonych i dynamiki pragnień seksualnych, które nie ograniczają się tylko do potrzeb czysto cielesnych. Panowanie nad sobą jest tu zrównywane z czystością seksualną każdego innego człowieka – np. osoby żyjącej samotnie, księdza zachowującego celibat, a nawet małżonka tylko okresowo powstrzymującego się od współżycia, . Każda z tych osób w ramach czystości  stosownej do swojego stanu życiowego rezygnuje całkowicie lub tymczasowo z kontaktów seksualnych. Oczywiście - wszystkie te osoby, podobnie jak narzeczeni, muszą za pomocą własnej woli opanowywać popęd seksualny.

Sytuacja dwojga narzeczonych jest jednak nieco inna. Oczywiście oni także muszą mieć silna wolę – są przecież osobami wolnymi, mają Łaskę Uświęcającą i zdrowy rozsądek, mogą więc rozumnie kierować swoimi czynami. To co ich jednak różni od wymienionych przypadków to fakt, że już żyją w związku, kochają się - a jeszcze nie mogą współżyć, niby już są razem - a jednak jeszcze osobno, tworzą jedność - choć jeszcze niepełną. Ich sytuacja może się więc subiektywnie wydawać sprzeczna. Bowiem na przykład ksiądz, będąc wierny swojemu powołaniu, rzeczywiście rezygnuje z seksu, i to na całe życie, jednak, jeśli zaakceptował on celibat i wewnętrznie się z nim utożsamił, to nie odczuwa bolesnego rozdarcia, choć oczywiście przeżywa naturalne potrzeby seksualne. Rezygnuje on bowiem z jednej wartości i pragnień na rzecz innej wartości związanej z pragnieniami dla niego głębszymi, ważniejszymi i bardziej życiodajnymi. Ta rezygnacja jest więc częścią jego powołania, szczęścia i tożsamości. Gdyby porzucił kapłaństwo i związał się z kobietą, to przede wszystkim zdradziłby siebie samego, swój wybór którego dokonał, swoje wartości, którym się poświęcił.

Można by zaryzykować stwierdzenie, że łatwiej jest zachować czystość osobie samotnej, lub księdzu, niż parze narzeczonych, a trudność ta nie polega tylko na tym, że odczuwają oni większą pokusę, lub że mają więcej okazji do popełnienia grzechu. Po prostu osoba samotna, ksiądz lub małżonek, który nie zdradza drugiego współmałżonka, zaakceptowały swój stan życiowy, utożsamiły się z nim– dla nich czystość i wierność są po prostu realizacją własnej tożsamości. U narzeczonych jest inaczej – ich tożsamością i wyborem jest zjednoczenie ze sobą – zarówno duchowe jak i cielesne – a pomimo tego wyboru muszą na to zjednoczenie czekać, odkładać je.

W argumentacji katechetycznej stosuje się często porównanie czystości przedmałżeńskiej do wierności małżeńskiej - jeśli człowiek przed ślubem nie potrafi opanować swego popędu i „musi” współżyć seksualnie, to istnieje niebezpieczeństwo, że także w małżeństwie, z nieumiejętności opanowania się będzie zdradzał współmałżonka. Słusznie mówi się, że seks przedmałżeński przyzwyczaja człowieka do współżycia seksualnego poza kontekstem związku małżeńskiego - wyłącznej, nieodwołalnej więzi, czyli do seksu z osobą nie będącą mężem lub żoną. Jednak nie można generalizować i przypisywać takiego podejścia wszystkim parom, które miały przedślubne doświadczenia seksualne. Nie każda taka para jest przecież skazana na niewierność w przyszłym małżeństwie. Gdyby tak było to sytuacja byłaby dramatyczna! Mimo wszystko człowiek, który decyduje się na kontakty seksualne przed ślubem, we własnym odczuciu nie zdradza nikogo. Z kolei będąc w małżeństwie prawie każdy odczuwa przynależność do współmałżonka – zdrada małżeńska jest więc dla niego o wiele bardziej radykalnym wykroczeniem przeciwko własnym wyborom życiowym niż seks przedślubny (mówimy cały czas o subiektywnym odczuwaniu danej sytuacji oraz o motywacji człowieka). Decyzja, aby nie czekać do ślubu z podjęciem współżycia seksualnego nie rodzi się więc tylko z jednego powodu - braku panowania nad popędem seksualnym lub braku dyscypliny w tej sferze.

Drugą skrajnością jest dramatyzowanie trudności związanych z zachowaniem czystości przedmałżeńskiej. Ma ono miejsce wtedy, gdy przedstawia się relację dwojga młodych, kochających się ludzi jako dramatyczną walkę z szatanem o dusze, na śmierć i życie. W takim spojrzeniu wiele jest podejrzliwości i lęku, wszędzie widzi się grzech, kładzie się nacisk na unikanie okazji do niego. Wiąże się z tym lęk przed bliskością fizyczną, czułością cielesną, która może rozbudzić i podniecić seksualnie (co jest naturalne). Niestety – takie podejście, choć bywa skuteczne w przekonywaniu do unikania współżycia (a właściwie odstraszania od niego), może doprowadzić do złego rozumienia i przeżywania kontaktu cielesnego w późniejszym małżeństwie. Bliskość cielesna i pragnienia seksualne mogą bowiem zostać wręcz „zohydzone” w rozumieniu młodych ludzi (najczęściej o silnej motywacji religijnej). Jeżeli przed małżeństwem każde nawet przytulenie czy pocałunek jest traktowany jako grzech, lub przynajmniej „wystawianie się na pokusę”, to nie będzie łatwo w małżeństwie nagle „przestawić się” i harmonijnie przeżywać jedność cielesną, która jest przecież, zamierzoną przez Stwórcę integralną częścią sakramentalnego małżeństwa i wspaniałym przeżyciem jedności małżonków. Człowiek to nie komputer, który można przeprogramować w jednej chwili. W podejściu tym brakuje pozytywnego spojrzenia na miłość i seksualność oraz afirmacji uczuć i pragnień w tej sferze, które przecież prowadzą młodych do sakramentalnego małżeństwa i są częścią ludzkiej natury, na której „buduje Łaska Boża”. Zamiast tego dochodzi do deprecjonowania ludzkiej seksualności, przedstawiania jej jako sfery najbardziej zagrażającej duszy i zbawieniu, traktowaniu pragnień seksualnych tylko jako pokusy i przejawu pożądliwości. Takie spojrzenie nie jest zgodne z chrześcijańską wizją człowieka.

Trzeba uczciwie przyznać, że zachowanie czystości przedmałżeńskiej nawet dla ludzi religijnych jest trudne, jest walką wymagającą mądrego i pełnego wyrozumiałości podejścia zarówno samych młodych, jak i tych, którzy ich wychowują i prowadzą. Nie wolno dawać młodym ludziom złudzenia, że rezygnacja ze współżycia nie rodzi trudności, że wystarczy mieć silną wolę i wszystko załatwione. Nawet najbardziej religijna, „uduchowiona” i zdecydowana na czystość para narzeczonych, prędzej czy później musi stanąć wobec pewnego konfliktu wewnętrznego między naturalnym pragnieniem zbliżenia seksualnego a wymogiem wstrzemięźliwości. Konfrontacja ta wynika z naturalnych i dobrych pragnień. Nie koniecznie z braku wiary i nieopanowania w sferze seksualnej. W tych zmaganiach nie wystarcza tylko znajomość wymogów moralnych, traktowanych jako odgórny nakaz. Potrzebna jest , dobrze ugruntowana i przemyślana osobista motywacja.


Mateusz Włodarczyk, www.szansaspotkania.pl

 

Dodaj do:

Komentarze dodaj komentarz

Komentarze mogą ogladać jedynie zalogowani i oplaceni użytkownicy.

Dołącz za darmo

  • Oświadczam, że zapoznałem się z Regulaminem serwisu Przeznaczeni.pl i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień. Oświadczam również, że jestem osobą pełnoletnią.