Czekając na małżeństwo/ Część III

Czystość przedmałżeńska wiąże się z czekaniem. Na co? – Czy tylko na przyjemność współżycia seksualnego, która „wreszcie” po ślubie będzie dozwolona? Otóż nie! Pragnienia dwojga kochających się osób dotyczą czegoś więcej. Narzeczeni podjęli już wybór swojej dalszej drogi życiowej – przygotowują się do małżeństwa. Wybór ten jest dla nich jedną z najważniejszych decyzji, ma nieodwracalny wpływ na ich dalsze życie, wiąże się z najgłębszymi i najbardziej życiodajnymi pragnieniami, aspiracjami i marzeniami. Zdecydowali się stworzyć ze sobą intymną i nierozłączną wspólnotę życia. Chcą być razem aż do śmierci, wspólnie żyć, tworzyć „jedno ciało”, wydać na świat potomstwo, obdarzać swoją miłością siebie nawzajem i swoje dzieci. Zatem to czego pragną i na co czekają to właśnie realizacja owego wyboru – zjednoczenie i dopełnienie jedności na wszystkich płaszczyznach życia.

Narzeczeni już przed ślubem tworzą wspólnotę przynajmniej do pewnego stopnia wyłączną. Choć relacja ta nie jest jeszcze małżeństwem, więc nie posiada wszystkich cech i praw związku sakramentalnego, to jednak można powiedzieć, że młodzi ludzie w jakimś stopniu już teraz tworzą wspólnotę życia i miłości, oraz że przynależą do siebie nawzajem. Ta wspólnota, która niebawem zostanie „przypieczętowana” na całe życie, oficjalnie potwierdzona przez Kościół oraz uznana przez środowisko, już przed zawarciem małżeństwa staje się niejako częścią ich najgłębszej tożsamości, podstawową rzeczywistością i powołaniem życiowym. Młody człowiek, który wybrał już towarzysza swojego życia i buduje z nim trwałą więź, identyfikuje się z tym wyborem. Druga osoba, narzeczeńska (a później małżeńska) więź z nią, stają się najważniejszą sprawą w życiu, a wszystko co wiąże się z realizacją tej jedności (czyli np. pragnienie współżycia) staję się naturalną konsekwencją  tego wyboru, naturalną częścią owej tożsamości związanej z konkretną relacją do konkretnej osoby.

Co z tego wynika? Otóż para narzeczonych musi stanąć wobec silnego i zupełnie naturalnego pragnienia by zjednoczyć się w akcie cielesnym. To pragnienie nie jest tylko sprawą popędu, szukania jedynie cielesnej przyjemności, wyżycia seksualnego lub rozładowania napięcia cielesnego. Nie można więc sprowadzać go tylko do kategorii zagrożenia i pokusy, które należy zwalczać. Pragnienie to wiąże się z opisaną wyżej podstawową tożsamością dwojga ludzi – wyborem siebie nawzajem i relacją ich łączącą. Krótko mówiąc – z ich wzajemną miłością. Współżycie seksualne, w subiektywnym odczuciu młodych ludzi może się więc wydawać czymś zupełnie naturalnym, wręcz koniecznym. Rezygnacja z tego współżycia z kolei jawić się będzie jako występowanie przeciwko sobie, jako nienaturalne tłumienie najgłębszych pragnień obydwojga narzeczonych. Osoby te po prostu chcą się zjednoczyć, by dopełnić wyboru, który podjęły, chcą już przeżyć i doświadczyć pełnej jedności, na którą czekają, chcą spełnić najgłębsze i najbardziej życiodajne dla nich marzenia o wspólnym życiu.

Opisany wyżej „niuans” – sposób przeżywania i zachowywania przez młodych ludzi czystości przedmałżeńskiej należy wziąć pod uwagę, zarówno we własnym życiu, „walcząc” o zachowanie czystości w relacji z ukochaną osobą jak i w nauczaniu i wychowywaniu do czystości. Rezygnacja z kontaktów seksualnych rzeczywiście może być subiektywnie odczuwana przez młodego człowieka jako zanegowanie własnych najgłębszych pragnień, jako pewna fundamentalna strata - brak istotnej wartości.

Sytuację komplikuje fakt stopniowego przesuwania się wieku zawierania małżeństw – a co za tym idzie wydłużania się okresu przedmałżeńskiego, a więc czasu gdy trzeba „opanowywać się” i „walczyć ze sobą”. Jeszcze kilka pokoleń wcześniej ludzie pobierali się w bardzo młodym wieku. Już na styku okresu dojrzewania i dorosłości żyli w małżeństwach i realizowali się w swoim powołaniu pod każdym względem – także seksualnym. Nikt nie mówił zbyt wiele wtedy o „czekaniu”, czy o „opanowywaniu się” przed ślubem, gdyż po prostu problem był o wiele mniejszy. Nieco upraszczając, można powiedzieć, że trudności z zachowaniem czystości przedmałżeńskiej to problem, który w dzisiejszych czasach ludzie sami sobie stworzyli poprzez przemiany cywilizacyjne, kulturowe i społeczne. Uczciwie trzeba więc przyznać, że zbytnie zwlekanie ze ślubem i nieuzasadnione przedłużanie okresu przedmałżeńskiego to rzeczywiście pewnego rodzaju „katorga” dla ludzi chcących zachować czystość. Para narzeczonych, która ma szczerą chęć „wytrwania do ślubu”, lecz nie mająca odpowiedniej motywacji do zachowania wstrzemięźliwości, nie rozumiejąca do końca sensu czystości, która nie pragnie i nie fascynuje się czystością, ale przeżywa ją bardziej jako nakaz moralny, nie do końca zrozumiały wymóg lub górnolotny ideał, prędzej czy później stanie wobec kryzysu i zacznie zadawać sobie pytanie: „po co właściwie tak się męczyć?”, „jaki sens ma ta ciągła asceza?”.

Jeżeli okres przedmałżeński trwa długo, a młodzi mają świadomość swojej dojrzałości do wspólnego życia, coraz bardziej zaczynają postrzegać zbliżający się ślub tylko jako pewnego rodzaju formalność, którą właściwie można by „załatwić” już teraz, „od ręki”, ale niestety trzeba jeszcze długo czekać (czasem z własnego wyboru, czasem w wyniku obiektywnych okoliczności życiowych). Pojawia się więc stwierdzenie: „wszystko już mamy – brakuje nam tylko papierka”. Jednocześnie owy „papierek” przestaje być w rozumieniu młodych czymś wystarczająco znaczącym, aby dla niego poświęcać istotną wartość, jaką jest realizacja wzajemnych potrzeb jedności cielesnej. Odkładanie współżycia do ślubu, szczególnie gdy okres oczekiwania jest relatywnie długi, zaczyna jawić się jako swoista „strata czasu”.

Może więc dojść do niebezpiecznego w skutkach wypalenia się młodych w ich wartościach i ideałach, oraz do bardzo głębokiej i destruktywnej frustracji. Niebezpieczeństwo owego kryzysu nie polega wcale w pierwszej kolejności na tym, iż młodzi mogą upaść w czystości, współżyć seksualnie a nawet począć dziecko. Największe niebezpieczeństwo kryje się bowiem w kryzysie wartości, w upadku wiary w sens czystości, w zanegowaniu wartości  sakramentalnego małżeństwa, oraz w pojawieniu się swoistego cynizmu życiowego wobec wskazówek Kościoła i religijnych norm moralnych. Takie podejście może się utrwalić w sercach obojga ludzi jako pewna postawa życiowa, która będzie spłycała dalsze życie małżeńskie, rodzinne i duchowe. Utracić oni mogą pewną wrażliwość moralną, intuicję duchową pozwalającą odróżnić sprawy zagrażające czystości ludzkiej duszy na wielu innych płaszczyznach życia.

 

Mateusz Włodarczyk, szansaspotkania.pl

Dodaj do:

Komentarze

Komentarze mogą ogladać jedynie zalogowani i oplaceni użytkownicy.

Dołącz za darmo

  • Oświadczam, że zapoznałem się z Regulaminem serwisu Przeznaczeni.pl i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień. Oświadczam również, że jestem osobą pełnoletnią.