Miłość - co to takiego? Część 1

Miłość jest podstawowym powołaniem człowieka oraz najpełniejszym sposobem jego istnienia. Nie jest to powinność lub rygorystyczny nakaz, lecz jedyna droga, na której osiąga on pełnię swojego rozwoju i szczęścia. Poprzez miłość realizuje się także wielkość i godność człowieczeństwa - chociaż każdy człowiek jest od momentu swego poczęcia osobą obdarzoną godnością, to jednak godność ta rozwija się, a raczej w pełni się ujawnia w miarę jego rozwoju. Fundamentem i szczytem ludzkiej godności oraz wielkości jest bowiem zdolność kochania, tworzenia więzi i życia w komunii z innymi osobami, ostatecznie z Bogiem. Właśnie w jedności z Bogiem tkwi istota powołania i przeznaczenie każdej osoby ludzkiej. Życie wieczne w Królestwie Bożym, które, jak mówi wiara chrześcijańska, jest celem życia człowieka, polega właśnie na komunii – a więc na wzajemnym miłowaniu się osób. Do takiej miłości dorasta się całe życie, ostatecznie jest ono owocem przyjęcia Bożej Łaski darowanej człowiekowi w Jezusie Chrystusie. Człowiek zatem w swoim życiu winien tak kształtować własne istnienie aby coraz mocniej i pełniej umiał przyjmować i dawać prawdziwą miłość. Jest ona sensem każdego powołania, każdej drogi życiowej, a także każdej duchowości, o ile jest ona chrześcijańska. Wszystko to sprowadza się do jednego – aby kochać i być kochanym.


Miłość – odpowiedź na przyjęty dar

Zanim człowiek dorośnie do prawdziwej i dojrzałej miłości, najpierw sam musi doświadczyć miłości od innych osób. Każdy potrzebuje miłości do życia, podobnie jak powietrza, wody czy pokarmu. Bez miłości nie jest możliwy prawidłowy rozwój człowieka. Zdolność kochania jest więc zatem zależna od pierwotnego przeżycia faktu bycia kochanym. Dla większości ludzi tym pierwotnym doświadczeniem jest miłość rodziców. Dziecko od poczęcia odbiera sygnały miłości. Choć jeszcze nie świadomie to jednak czuje czy jest kochane, chciane, akceptowane, czy też nie. Później, przez wszystkie kolejne lata życia, w różnych relacjach człowiek przyjmuje miłość innych osób. W ten sposób - poprzez przyjmowanie miłości od innych, uczy się jej. Przekonuje się bowiem o własnej wartości i godności, co później pozwala mu dostrzec wartość i godność innych ludzi. Istnieje więc ścisła zależność pomiędzy dawaniem a przyjmowaniem miłości. Problemy z tworzeniem dojrzałych więzi opartych na prawdziwej miłości, wolności i odpowiedzialności wynikają najczęściej właśnie z braku doświadczenia bycia kochanym we własnym życiu, co owocuje brakiem wewnętrznego przekonania, że jest się godnym miłości. Bywa, że osoby zranione w miłości, kochane w sposób niepełny lub niedojrzały mają trudność z przeżywaniem późniejszych relacji z innymi osobami na fundamencie prawdziwej, dojrzałej, wiernej i odpowiedzialnej miłości. Ich miłość bywa niepełna, nietrwała, często niezdolna do obdarowywania drugiej osoby, nastawiona tylko na czerpanie korzyści. Osoby te są w pewnym sensie jak dzieci, które wciąż potrzebują miłości swoich rodziców, wciąż potrzebują aby je obdarowywać, same jednak nie dorosły do dawania.

Prawda o potrzebie przyjęcia miłości przed jej dawaniem odnosi się także, a może przede wszystkim do religijności i wiary człowieka, a więc  relacji z Bogiem. Jest to bowiem także specyficzna więź między osobami. Także i tutaj miłość, którą człowiek obdarza swego Stwórcę jest jedynie odpowiedzią, w pewnym sensie reakcją na doświadczenie bycia umiłowanym dzieckiem Bożym. Kiedy człowiek poprzez wiarę odkrywa że Bóg jest Miłością, oraz że kocha On bardzo osobiście jego samego, wtedy niejako spontanicznie rodzi się w sercu chęć i zdolność, aby całym sobą wejść w tę cudowną relację, aby przeżywać tę miłość i więź. Późniejsza postawa religijna człowieka – jego postępowanie, wybory etyczne, czyny, pobożność nie są już przeżywane tylko na zasadzie spełniania odgórnych nakazów i narzuconych norm moralnych, ale są naturalną konsekwencją bycia w relacji do Osoby - Boga. Papież Benedykt XVI w swojej encyklice Deus Caritas Est wyraża to takimi słowami: „U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakieś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę… (…) Ponieważ Bóg pierwszy nas umiłował, miłość nie jest już przykazaniem, ale odpowiedzią na dar miłości, z jaką Bóg do nas przychodzi”. (Deus Caritas Est p.1)


 

Miłość – powołanie na miarę osoby

Człowiek jest osobą – to znaczy posiada samoświadomość, wolność, zdolność samostanowienia, kierowania sobą poprzez wolną wolę, w oparciu o prawdę rozpoznawaną przez rozum i wskazującą na obiektywne wartości. Jedną z cech osobowej natury człowieka jest jego zdolność do przekraczania siebie – do wierności prawdzie nawet gdy wymaga to wysiłku, cierpienia, zanegowania własnych spontanicznych odruchów. Istotą wolności nie jest tylko możliwość samodzielnego decydowania o sobie,  ale wewnętrzna zdolność wyboru tego co autentycznie dobre i wartościowe, a więc decydowania w oparciu o obiektywne kryteria prawdy. Przeciwieństwem wolności jest wszelki determinizm, będący w istocie zniewoleniem człowieka. Polega on na uzależnieniu go od jego instynktów, popędów, impulsów, lęków, podniet i głodów. Człowiek w tym ujęciu nie tyle decyduje, co po prostu reaguje instynktownie i działa pod wpływem rozmaitych determinantów. Nie wybiera więc tego co jest obiektywnie dobre i prawdziwe, co służy jego rozwojowi i szczęściu – jego działanie nie jest więc świadomym samostanowieniem. Poddany jest natomiast we władanie swoich odruchów, instynktów i bezwarunkowych reakcji, mających podłoże w sferze fizjologii organizmu, lub co najwyżej specyficznych potrzebach psychicznych, które jednak rozumiane są jedynie jako efekt biologii i procesów zachodzących w mózgu. Przy takim spojrzeniu na człowieka miłość nie ma racji bytu. Człowiek bowiem żyje tylko po to by realizować to, czego domaga się jego, rozumiana czysto materialnie, natura. Taka zredukowana wizja człowieka leży u podstaw błędnych wyborów moralnych i niewłaściwych norm panujących w kulturze. Cywilizacja i kultura, które w swoich założeniach posiadają błędną, zredukowaną koncepcję człowieka, w konsekwencji stają się nieludzkie, zamieniając się w „cywilizację śmierci”. Kultura, która nie rozumie kim jest człowiek (że jest osobą) obraca się przeciwko niemu samemu.

Miłość, ponieważ  jest niezwykłą więzią między osobami, zakładającą wierność, odpowiedzialność, troskę o wzajemne dobro, poświęcenie i ofiarność, staje się najwyższą formą życia osobowego człowieka. Taką postawę można bowiem osiągnąć jedynie na drodze samostanowienia, w oparciu o rozumność i wolność. Jest owocem decyzji i wysiłku, zakładającego nieodzowne zaangażowanie woli. Owo zaangażowanie w relację z drugą osobą woli decyduje o niezwykłym spotkaniu, które przekracza samo odczuwanie, pragnienie czy poznawanie drugiego – jest to spotkanie na poziomie osób. Karol Wojtyła w swoim dziele Miłość i Odpowiedzialność zwraca uwagę na ten aspekt budowania relacji: „Droga od jednego „ja” prowadzi tedy poprzez wolną wolę, poprzez jej zaangażowanie” (Miłość i Odpowiedzialność, Lublin 2001, str. 79) Miłość w sposób najdoskonalszy rozwija człowieka jako osobę, gdyż z miłości zdolny on jest do najwznioślejszych czynów, największych osiągnięć i najbardziej heroicznych poświęceń -  nawet do oddania życia. Zatem jest ona realizacją godności człowieka, który kocha, bo w pełni realizuje jego strukturę osobową. Innymi słowy – największa godność każdego człowieka zawiera się właśnie w zdolności do prawdziwej miłości. Poprzez miłość człowiek tę godność wykorzystuje, podkreśla i urzeczywistnia: „miłość prawdziwa doskonali byt osoby i rozwija jej istnienie” (Miłość i Odpowiedzialność, Lublin 2001, str. 77).

Skoro miłość, poprzez realizację zdolności samostanowienia, jest przejawem życia osobowego człowieka, więc najwyższą formą miłości jest taka, która najbardziej ujawnia ową zdolność. Dzieje się tak wtedy gdy osoba kochająca nie tylko daje „coś z siebie” ale daje samą siebie – sama siebie czyni darem dla drugiej osoby. Dokonywać się to może jedynie w pełnej wolności, a to z dwóch powodów – po pierwsze trzeba najpierw w pełni posiadać siebie (być wewnętrznie wolnym) aby móc siebie dać, po drugie zaś potrzebna jest tu całkowicie wolna decyzja – bo inaczej owy akt nie byłby darem w pełni tego słowa znaczeniu. Taką miłość nazywamy miłością oblubieńczą. Do miłości tej wezwany jest każdy człowiek. Na drodze różnych powołań życiowych, np. małżeństwa lub życia konsekrowanego, ostatecznie chodzi właśnie o realizację miłości oblubieńczej. Istotą więc każdej drogi życiowej jest osiągnięcie pełnego rozwoju osobowego właśnie poprzez najwyższą formę miłości – poprzez dar z siebie samego. Dar ten paradoksalnie nie jest stratą siebie, lub zanegowaniem własnej osoby: „Istotą miłości oblubieńczej jest oddanie siebie, swojego „ja” (…)  przy tym owego „ja” się nie niszczy, nie dewaluuje” (Miłość i Odpowiedzialność, Lublin 2001, str. 88-89). Jest ona osiągnięciem pełni własnej egzystencji. Oddanie siebie nie jest jednostronne - dokonuje się ono w relacji między osobami, zakłada wzajemność. Poprzez miłość oblubieńczą osoba doświadcza zatem najbardziej zdumiewającej oraz intymnej więzi międzyosobowej, którą antropologia i duchowość chrześcijańska nazywają komunią: „Kiedy miłość oblubieńcza wejdzie w tę relację między-osobową, wówczas powstaje coś innego niż przyjaźń, mianowicie wzajemne oddanie się osób” (Miłość i Odpowiedzialność, Lublin 2001, str. 88).

Tak więc droga rozwoju i realizacji godności osoby polega właśnie na urzeczywistnianiu zdolności kochania oraz osiąganiu coraz to głębszych form miłości. Całe życie człowieka winno polegać właśnie no stopniowym dochodzeniu do coraz to większej miłości. Droga ta jest istotą każdego ludzkiego powołania, każdej posługi, każdej relacji: „trwałe wychodzenie z <<ja>> zamkniętego w samym sobie, w kierunku wyzwolenia <<ja>>, w darze z siebie i właśnie tak w kierunku ponownego znalezienia siebie” (Deus Caritas Est  nr 6)

 

 

Miłość jest podstawowym powołaniem człowieka oraz najpełniejszym sposobem jego istnienia. Nie jest to powinność lub rygorystyczny nakaz, lecz jedyna droga, na której osiąga on pełnię swojego rozwoju i szczęścia. Poprzez miłość realizuje się także wielkość i godność człowieczeństwa - chociaż każdy człowiek jest od momentu swego poczęcia osobą obdarzoną godnością, to jednak godność ta rozwija się, a raczej w pełni się ujawnia w miarę jego rozwoju. Fundamentem i szczytem ludzkiej godności oraz wielkości jest bowiem zdolność kochania, tworzenia więzi i życia w komunii z innymi osobami, ostatecznie z Bogiem. Właśnie w jedności z Bogiem tkwi istota powołania i przeznaczenie każdej osoby ludzkiej. Życie wieczne w Królestwie Bożym, które, jak mówi wiara chrześcijańska, jest celem życia człowieka, polega właśnie na komunii – a więc na wzajemnym miłowaniu się osób. Do takiej miłości dorasta się całe życie, ostatecznie jest ono owocem przyjęcia Bożej Łaski darowanej człowiekowi w Jezusie Chrystusie. Człowiek zatem w swoim życiu winien tak kształtować własne istnienie aby coraz mocniej i pełniej umiał przyjmować i dawać prawdziwą miłość. Jest ona sensem każdego powołania, każdej drogi życiowej, a także każdej duchowości, o ile jest ona chrześcijańska. Wszystko to sprowadza się do jednego – aby kochać i być kochanym.

Miłość – odpowiedź na przyjęty dar

Zanim człowiek dorośnie do prawdziwej i dojrzałej miłości, najpierw sam musi doświadczyć miłości od innych osób. Każdy potrzebuje miłości do życia, podobnie jak powietrza, wody czy pokarmu. Bez miłości nie jest możliwy prawidłowy rozwój człowieka. Zdolność kochania jest więc zatem zależna od pierwotnego przeżycia faktu bycia kochanym. Dla większości ludzi tym pierwotnym doświadczeniem jest miłość rodziców. Dziecko od poczęcia odbiera sygnały miłości. Choć jeszcze nie świadomie to jednak czuje czy jest kochane, chciane, akceptowane, czy też nie. Później, przez wszystkie kolejne lata życia, w różnych relacjach człowiek przyjmuje miłość innych osób. W ten sposób - poprzez przyjmowanie miłości od innych, uczy się jej. Przekonuje się bowiem o własnej wartości i godności, co później pozwala mu dostrzec wartość i godność innych ludzi. Istnieje więc ścisła zależność pomiędzy dawaniem a przyjmowaniem miłości. Problemy z tworzeniem dojrzałych więzi opartych na prawdziwej miłości, wolności i odpowiedzialności wynikają najczęściej właśnie z braku doświadczenia bycia kochanym we własnym życiu, co owocuje brakiem wewnętrznego przekonania, że jest się godnym miłości. Bywa, że osoby zranione w miłości, kochane w sposób niepełny lub niedojrzały mają trudność z przeżywaniem późniejszych relacji z innymi osobami na fundamencie prawdziwej, dojrzałej, wiernej i odpowiedzialnej miłości. Ich miłość bywa niepełna, nietrwała, często niezdolna do obdarowywania drugiej osoby, nastawiona tylko na czerpanie korzyści. Osoby te są w pewnym sensie jak dzieci, które wciąż potrzebują miłości swoich rodziców, wciąż potrzebują aby je obdarowywać, same jednak nie dorosły do dawania.

Prawda o potrzebie przyjęcia miłości przed jej dawaniem odnosi się także, a może przede wszystkim do religijności i wiary człowieka, a więc  relacji z Bogiem. Jest to bowiem także specyficzna więź między osobami. Także i tutaj miłość, którą człowiek obdarza swego Stwórcę jest jedynie odpowiedzią, w pewnym sensie reakcją na doświadczenie bycia umiłowanym dzieckiem Bożym. Kiedy człowiek poprzez wiarę odkrywa że Bóg jest Miłością, oraz że kocha On bardzo osobiście jego samego, wtedy niejako spontanicznie rodzi się w sercu chęć i zdolność, aby całym sobą wejść w tę cudowną relację, aby przeżywać tę miłość i więź. Późniejsza postawa religijna człowieka – jego postępowanie, wybory etyczne, czyny, pobożność nie są już przeżywane tylko na zasadzie spełniania odgórnych nakazów i narzuconych norm moralnych, ale są naturalną konsekwencją bycia w relacji do Osoby - Boga. Papież Benedykt XVI w swojej encyklice Deus Caritas Est wyraża to takimi słowami: „U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakieś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę… (…) Ponieważ Bóg pierwszy nas umiłował, miłość nie jest już przykazaniem, ale odpowiedzią na dar miłości, z jaką Bóg do nas przychodzi”. (Deus Caritas Est p.1)

Miłość – powołanie na miarę osoby


Człowiek jest osobą – to znaczy posiada samoświadomość, wolność, zdolność samostanowienia, kierowania sobą poprzez wolną wolę, w oparciu o prawdę rozpoznawaną przez rozum i wskazującą na obiektywne wartości. Jedną z cech osobowej natury człowieka jest jego zdolność do przekraczania siebie – do wierności prawdzie nawet gdy wymaga to wysiłku, cierpienia, zanegowania własnych spontanicznych odruchów. Istotą wolności nie jest tylko możliwość samodzielnego decydowania o sobie,  ale wewnętrzna zdolność wyboru tego co autentycznie dobre i wartościowe, a więc decydowania w oparciu o obiektywne kryteria prawdy. Przeciwieństwem wolności jest wszelki determinizm, będący w istocie zniewoleniem człowieka. Polega on na uzależnieniu go od jego instynktów, popędów, impulsów, lęków, podniet i głodów. Człowiek w tym ujęciu nie tyle decyduje, co po prostu reaguje instynktownie i działa pod wpływem rozmaitych determinantów. Nie wybiera więc tego co jest obiektywnie dobre i prawdziwe, co służy jego rozwojowi i szczęściu – jego działanie nie jest więc świadomym samostanowieniem. Poddany jest natomiast we władanie swoich odruchów, instynktów i bezwarunkowych reakcji, mających podłoże w sferze fizjologii organizmu, lub co najwyżej specyficznych potrzebach psychicznych, które jednak rozumiane są jedynie jako efekt biologii i procesów zachodzących w mózgu. Przy takim spojrzeniu na człowieka miłość nie ma racji bytu. Człowiek bowiem żyje tylko po to by realizować to, czego domaga się jego, rozumiana czysto materialnie, natura. Taka zredukowana wizja człowieka leży u podstaw błędnych wyborów moralnych i niewłaściwych norm panujących w kulturze. Cywilizacja i kultura, które w swoich założeniach posiadają błędną, zredukowaną koncepcję człowieka, w konsekwencji stają się nieludzkie, zamieniając się w „cywilizację śmierci”. Kultura, która nie rozumie kim jest człowiek (że jest osobą) obraca się przeciwko niemu samemu.

Miłość, ponieważ  jest niezwykłą więzią między osobami, zakładającą wierność, odpowiedzialność, troskę o wzajemne dobro, poświęcenie i ofiarność, staje się najwyższą formą życia osobowego człowieka. Taką postawę można bowiem osiągnąć jedynie na drodze samostanowienia, w oparciu o rozumność i wolność. Jest owocem decyzji i wysiłku, zakładającego nieodzowne zaangażowanie woli. Owo zaangażowanie w relację z drugą osobą woli decyduje o niezwykłym spotkaniu, które przekracza samo odczuwanie, pragnienie czy poznawanie drugiego – jest to spotkanie na poziomie osób. Karol Wojtyła w swoim dziele Miłość i Odpowiedzialność zwraca uwagę na ten aspekt budowania relacji: „Droga od jednego „ja” prowadzi tedy poprzez wolną wolę, poprzez jej zaangażowanie” (Miłość i Odpowiedzialność, Lublin 2001, str. 79) Miłość w sposób najdoskonalszy rozwija człowieka jako osobę, gdyż z miłości zdolny on jest do najwznioślejszych czynów, największych osiągnięć i najbardziej heroicznych poświęceń -  nawet do oddania życia. Zatem jest ona realizacją godności człowieka, który kocha, bo w pełni realizuje jego strukturę osobową. Innymi słowy – największa godność każdego człowieka zawiera się właśnie w zdolności do prawdziwej miłości. Poprzez miłość człowiek tę godność wykorzystuje, podkreśla i urzeczywistnia: „miłość prawdziwa doskonali byt osoby i rozwija jej istnienie” (Miłość i Odpowiedzialność, Lublin 2001, str. 77).

Skoro miłość, poprzez realizację zdolności samostanowienia, jest przejawem życia osobowego człowieka, więc najwyższą formą miłości jest taka, która najbardziej ujawnia ową zdolność. Dzieje się tak wtedy gdy osoba kochająca nie tylko daje „coś z siebie” ale daje samą siebie – sama siebie czyni darem dla drugiej osoby. Dokonywać się to może jedynie w pełnej wolności, a to z dwóch powodów – po pierwsze trzeba najpierw w pełni posiadać siebie (być wewnętrznie wolnym) aby móc siebie dać, po drugie zaś potrzebna jest tu całkowicie wolna decyzja – bo inaczej owy akt nie byłby darem w pełni tego słowa znaczeniu. Taką miłość nazywamy miłością oblubieńczą. Do miłości tej wezwany jest każdy człowiek. Na drodze różnych powołań życiowych, np. małżeństwa lub życia konsekrowanego, ostatecznie chodzi właśnie o realizację miłości oblubieńczej. Istotą więc każdej drogi życiowej jest osiągnięcie pełnego rozwoju osobowego właśnie poprzez najwyższą formę miłości – poprzez dar z siebie samego. Dar ten paradoksalnie nie jest stratą siebie, lub zanegowaniem własnej osoby: „Istotą miłości oblubieńczej jest oddanie siebie, swojego „ja” (…)  przy tym owego „ja” się nie niszczy, nie dewaluuje” (Miłość i Odpowiedzialność, Lublin 2001, str. 88-89). Jest ona osiągnięciem pełni własnej egzystencji. Oddanie siebie nie jest jednostronne - dokonuje się ono w relacji między osobami, zakłada wzajemność. Poprzez miłość oblubieńczą osoba doświadcza zatem najbardziej zdumiewającej oraz intymnej więzi międzyosobowej, którą antropologia i duchowość chrześcijańska nazywają komunią: „Kiedy miłość oblubieńcza wejdzie w tę relację między-osobową, wówczas powstaje coś innego niż przyjaźń, mianowicie wzajemne oddanie się osób” (Miłość i Odpowiedzialność, Lublin 2001, str. 88).

Tak więc droga rozwoju i realizacji godności osoby polega właśnie na urzeczywistnianiu zdolności kochania oraz osiąganiu coraz to głębszych form miłości. Całe życie człowieka winno polegać właśnie no stopniowym dochodzeniu do coraz to większej miłości. Droga ta jest istotą każdego ludzkiego powołania, każdej posługi, każdej relacji: „trwałe wychodzenie z <<ja>> zamkniętego w samym sobie, w kierunku wyzwolenia <<ja>>, w darze z siebie i właśnie tak w kierunku ponownego znalezienia siebie” (Deus Caritas Est  nr 6)

Mateusz Włodarczyk, szansaspotkania.pl

 

Dodaj do:

Komentarze

Komentarze mogą ogladać jedynie zalogowani i oplaceni użytkownicy.

Dołącz za darmo

  • Oświadczam, że zapoznałem się z Regulaminem serwisu Przeznaczeni.pl i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień. Oświadczam również, że jestem osobą pełnoletnią.