Znajdź Miłość swojego Życia

Każdego dnia odbywają się dziesiątki spotkań w całej Polsce, na których można nie tylko poznać miłość swojego życia ale także prawdziwe przyjaźnie. Zarejestruj się i zobacz jakie spotkania odbywają się aktualnie w Twoim mieście. Powrót do strony głównej

  • Oświadczam, że zapoznałem się z Regulaminem serwisu Przeznaczeni.pl i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień. Oświadczam również, że jestem osobą pełnoletnią.

Homilia

Poniżej publikujemy homilię o.Macieja Tomaszewskiego, która została wygłoszona podczas grudniowej Mszy św. odprawionej w intencji "Wszystkich poszukujących męża lub żony" w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej.

Homilia na piąty dzień uroczystości narodzenia Pańskiego

Czytania: 1 J 2,3-11; Łk 2,22-35

Przeżywamy piąty dzień radosnego Bożego Narodzenia, które Kościół rozpisuje na osiem dni (Oktawa). Przyglądamy się pewnej rodzinie, małżeństwu Maryi i Józefa, w centrum której znajduje się Jezus - nasz, jeszcze malutki, Zbawiciel.
To, że powiemy coś o małżeństwie nie oznacza pomylenia Adresata. Podejmowanie tego tematu jedynie ze względu na Osoby, które już żyją w takim związku często okazuje się spóźnione. Dlatego przypomnijmy sobie co mówi kościół (por. Katechizm Kościoła Katolickiego nr 1601) o głównych celach małżeństwa. Są to: dobro małżonków oraz zrodzenie i wychowanie potomstwa.


Ponieważ człowiek nie jest samym tylko duchem ani też jedynie ciałem, ale duchowo-cielesną jednością, dlatego wyrażenie « dobro małżonków » rozumiemy szeroko, jako obejmujące wszystkie, naprawdę wszystkie sfery z jakich człowiek się składa: intelektualno-duchową, afektywną, psychiczną, cielesną.
Małżonkowie mają wzajemnie wspierać się w tych wymiarach. Mąż ma wspierać żonę aby rozwijała się (spełniła się) jako kobieta, żona i matka, natomiast żona ma pomagać mężowi aby bardziej stawał się on mężczyzną, mężem i ojcem.
Rzeczywistość sakramentalna oznacza zaś, że Bóg zobowiązuje się, iż będzie wspierał ich wysiłki udzielając tego, co  określa się jako « łaskę stanu » - w tym wypadku łaskę stanu małżeńskiego. Jednocześnie zawarcie związku sakramentalnego pomaga uświadomić sobie, że ich relacja nie jest czymś prywatnym ani tylko łączącym dwie rodziny, ale że należy do spraw, którymi żyje wspólnota kościoła - małżeństwo zawarli przecież przed urzędowym jego przedstawicielem. Dlatego też na różnoraką pomoc Kościoła mogą i powinni liczyć całe życie.
Siłą umożliwiającą spełnienie zadań w małżeństwie jest miłość. Miłość pochodzi od Boga, ale jej podtrzymywanie i rozwój zależą już w dużym stopniu od ludzi. Św. Jan pisze o tym rozwoju jako o życiu w postępującej światłości. W ten sposób zwraca uwagę na pewną szczególną cechę miłości, a mianowicie na jej ciągłość, trwałość, co w przysiędze małżeńskiej wyrażają między innymi te znamienne słowa: „ślubuję (...) że Cię nie opuszczę aż do śmierci”.
W świetle usłyszanego fragmentu z Pierwszego Listu św. Jana małżeństwo to powołanie, w którym obie osoby pomagają sobie wzajemnie odkrywać jak wspaniałą światłością jest Bóg. Wobec tej pięknej perspektywy, trzeba jednak uważać aby nie wpaść w idealizm, czyli aby nie przesłodzić tej wizji. Zauważmy bowiem, że gdy św. Jan piętnuje brak miłości, to wcale nie pisze, że na biegunie przeciwnym do braku miłości ma być od razu, natychmiast, absolutnie doskonała, całkowita bezgrzeszność... (Ten wątek nie będzie się podobał rygorystom, ale trzeba kiedyś uznać, że Bóg jest bardziej cierpliwy niż myślimy, i że naprawdę daje nam, ludziom duże szanse, również w małżeństwie...).
W tym fragmencie natomiast św. Jan wyraźnie wzywa do zadbania o TENDENCJĘ prowadzącą ku spełnieniu się, ku dochodzeniu do doskonałości. Mowa tu o czymś, co ma ciągle się dziać mimo potknięć, nieporozumień...
Proces wzrostu miłości, ich człowieczeństwa, o którym mowa, jest wyrazem woli obojga – wolnej, świadomej, ukierunkowanej, a więc odpowiedzialnej. W małżeństwie, jak to napisali biskupi w liście czytanym w niedzielę św. Rodziny, ma to być miłość „na wskroś ludzka, a więc zarazem zmysłowa i duchowa”.1
Św. Jan szkicując prawdę o rozwoju relacji między ludźmi, pokazuje jednocześnie, że istnieją tylko dwa kierunki rozwoju: jeśli nie będzie to wzrost miłości, to zamiast niej rozwinie się i zapanuje nie jakaś neutralna obojętność, ale nienawiść. Tam, gdzie nie ma wspólnego odczuwania, empatii, tam nieodwołalnie pojawi się nienawiść, pogarda.
Niestety również nienawiść ma charakter dynamiczny: napędza nowe fale zła w ten sposób, że coraz ciężej to odwrócić aby zmienić styl bycia ze sobą - „już sam jego/jej widok mnie denerwuje; nie mogą na nią /niego patrzeć...”
U św. Jana osoba chodząca w ciemności, mimo iż dookoła jest światło, oznacza kogoś, kto de facto nie podejmuje swego powołania. W tym krótkim fragmencie św. Jan pokazuje, że to wcale nie Bóg odsunął się od tej osoby, ale to ona, swym stylem, na który się zdecydowała (wybierała) od dawna nie chodziła w Jego światłości, w Jego obecności. Ten « styl życia » może oznaczać pewną negatywną jakość wyniesioną np. jeszcze z dzieciństwa, z domu rodzinnego, gdzie zawsze było się oczkiem w głowie rodziców, gdzie wszyscy skakali wokół mamisynka...
Psychologia powie np. o narcyzmie, my to nazwiemy pewnym brakiem charakterologicznym, osobowościowym, który polega np. na niewyrobieniu w sobie na czas określonych sprawności moralnych – cnót, jak np. obowiązkowości, bezinteresowności, cierpliwości, trwałego pragnienia podtrzymywania dialogu, a więc otwarcia na drugiego człowieka (nie utożsamianiu człowieka z tym, co bezpośrednio doświadczane), umiejętności przyjmowania zwrotnych informacji o własnych brakach...


Taka osoba prowadzi styl życia, którego niestety nie rozpoznano w okresie narzeczeństwa, a który NIETKNIĘTY, chociaż zamaskowany, zaczyna okazywać się w różnych odsłonach. I dopiero teraz, w nowej sytuacji życiowej (małżeństwo), ujawnia się toksyczność tego stylu. Taka bywa geneza wielu dramatów małżeńskich. Oczywiście bardzo wiele ma tu do powiedzenia psychologia (uwaga: chociaż wartościowa i przydatna, to jednak  podkreślmy, że ona nie ma ani monopolu na całą prawdę o człowieku, ani to nie do niej należy ostatnie słowo ! ).
Styl życia bez miłości – taki człowiek ma porażone wnętrze – „(...) i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy” - stał się duchowo niewidomy.
Tymczasem życiowy proces, tendencja wchodzenia w światłość – w małżeństwie wspólne wkraczanie w nią - ma objąć całego człowieka w jego relacjach z drugą osobą. Ta tendencja decyduje o spełnieniu się życia lub o jego zmarnowaniu (gdy ona nie przeważy). Dlatego trzeba już teraz zadbać o właściwe ukierunkowanie swych życiowych pragnień.
Nie chodzi o jakieś „nakręcenie się”, ale o uświadomienie sobie potrzeby regularnego dbania (np. przez ćwiczenia, warsztaty, rozmaite zaangażowania – o czym ciągle wspominamy), a dziś dzięki kontemplacji ofiarnej postawy Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa. Wszystko po to, by dzięki ich wstawiennictwu rozwijać w sobie pragnienia «bycia dla» zwanego inaczej « proegzystencją ». To nie folklor ani zabobon: Słowo Boże jest żywe i skuteczne. Tę scenę trzeba w sobie nosić, do niej wracać, ją kontemplować, aby nas przekształcała.
Zobaczmy zatem co mówi ten gest (który ma swoje osobne święto – 2 luty, Święto Ofiarowania Pańskiego) : jest to wniesienie, oddanie Bogu tego niemowlęcia przez Jego prawnych opiekunów – oni powierzają ( czyli ofiarowują) Bogu swego pierworodnego.
Oddają Bogu dziecko, czyli owoc wspólnych trudów, którym przyglądaliśmy się od czwartej niedzieli adwentu; dziś ten trud wyraża scena wchodzenia po stopniach, do świątyni, jakby przechodząc kolejne etapy, przybliżają się do miejsca najświętszego – Świętego Świętych.
To jest właśnie ikona życia rodzicielskiego, do którego tak wiele Osób tęskni. Trzeba dziękować Bogu za tę tak bardzo zdrową tęsknotę, bo przecież pierwsze przykazanie w pierwszej księdze Pisma Świętego (w kolejności wydania) brzmi: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną;” (Rdz 1,28b).
Ten gest jeszcze nie jest decyzją samego Jezusa – owszem, ona została już podjęta przed Wcieleniem, przed stworzeniem świata, ta decyzja będzie ujawniona w sposób wyraźny podczas Ostatniej Wieczerzy, a następnie potwierdzona na Krzyżu. Ku niej prowadziły wszystkie działania Jezusa.
W tym geście widzimy, że Józef i Maryja uznają, iż dziecko nie było, nie jest i że nigdy nie będzie ich własnością – uznają, że ONO należy do Boga !
Może się to nam wydawać oczywiste, ale zobaczmy, że dzisiaj dla wszystkich takim wcale nie jest. Jakże często przecież różni rodzice, albo ci, którzy chcą nimi być, tego zupełnie nie akceptują:
- argumenty niektórych zwolenników dopuszczalności stosowania metod in vitro świadczą, że utożsamiają oni prawo do posiadania dziecka z prawem do posiadania jakiegoś przedmiotu;
- to samo dotyczy argumentów wysuwanych przez ludzi domagających się zalegalizowania prawa do usunięcia (nazwijmy po imieniu: zamordowania) nowo-poczętego życia.
Zauważmy, że obie wspomniane dyskusje toczone są równocześnie, w tych samych krajach – z tego wniosek, że w istocie chodzi nam o obronę człowieka przed urzeczowieniem (obronę, którą prowadzą bynajmniej nie tylko chrześcijanie);
- z tym samym dramatem zawłaszczenia sobie kogoś, czyjegoś życia jak jakąś rzecz, mamy do czynienia w sytuacji, gdy osoba dorastająca jest  ograniczana przez rodziców przy podejmowaniu ważnych wyborów życiowych.
A przecież dziecko, człowiek nie jest własnością innego człeka, ale tylko Boga – o tym mówi całe Pismo Święte.
Jakie konsekwencje ma to, co dotąd powiedzieliśmy, dla Osób, Które jeszcze nie żyją ale już pragną małżeństwa ?
To oznacza, że ich przyszłe poświęcenie się, trudy, nocne zrywanie się i wstawanie do dziecka, bieganie po pediatrach, przychodniach i do aptek, mają pełen sens jeśli będą wyrazem miłości – trwałej, cierpliwej, służebnej, czystej, bezinteresownej, ryzykującej i nie zachłannej, a jednak dającej spełnienie i radość.
Z tego wniosek, że tę wewnętrzną postawę trzeba PRZYGOTOWYWAĆ, aby źródłem siły do spełnienia tego powołania nie okazał się kaprys, ani chęć zaspokojenia własnych głodów emocjonalnych, zachcianka, czy moda, ale właśnie miłość, o której pisze w pisze św. Jan (1 J) oraz św. Paweł w Hymnie (1 Kor 13), mówiąc, że ona wszystko przetrzyma.
O takiej miłości Papież Benedykt XVI napisał całą encyklikę Deus Caritas est, pokazując jej trzy różne wymiary i wskazując na konieczność ich nieustannego scalania i oczyszczania, a więc także już teraz.
Wobec tego, co dotąd powiedzieliśmy, może pojawić się pytanie o sens, i wartość, aż takiego angażowania się w sprawę, gdzie, jak widzimy, osoba wcale nie ma zagwarantowanego cenionego dziś, a dla wielu ‘świętego’ prawa własności. Po co się tak całkowicie angażować w coś, gdzie od początku i ciągle trzeba tak bardzo uważać i... ryzykować z dziećmi/ żoną / mężem?...
Dodajmy: jaki ma to sens, zwłaszcza jeśli się myśli NIE tylko o zaspokojeniu potrzeb emocjonalnych, lęku przed samotnością ? Oczywiście: Tego lęku nie wolno lekceważyć, ale ponieważ jesteśmy wspólnotą wiary, to byłoby błędem powiedzieć, że jest on powodem wystarczającym do podjęcia życiowego powołania.
To nie jest dylemat wieczoru; w pewnym sensie stoimy wobec pytania przełomu wieków, tego stulecia, co bardzo mocno wyraził Jonathan Sacks, główny rabin Wielkiej Brytanii, 2 listopada 2009:
„Rdzenni Europejczycy skazani są na wymarcie, bo we współczesnej kulturze nie ma miejsca na ofiarę. A bez ofiar nie da się wychować dzieci. Jedyne poważne pytanie filozofii brzmi: „Dlaczego mam mieć dzieci?”. A na nie współczesna kultura nie odpowiada. Toczymy wielkie debaty o zmianach klimatycznych, a nawet nie wspominamy o rodzicielstwie.”2
A przecież w formule katolickiego błogosławieństwa nowożeńców są słowa:
„Niech radują się dziećmi, którym przekażą życie, i będą dla nich dobrymi rodzicami”. [dziećmi – narzędnik, LICZBA MNOGA]. Radują, bo jest to potwierdzenie, że Sam Bóg im błogosławi, a o tym mówi Pismo Święte.
Bardzo dobrze pamiętają o tym ortodoksyjni Żydzi, z którymi przecież tak wiele nas łączy – cały Stary Testament. Yaakov Katz – członek Knesetu, szef nacjonalistycznej partii Izraelska Unia Narodowa – na pytanie dziennikarza podczas pielgrzymki Papieża Benedykta XVI do Ziemi Św.:
„I uważa pan, że dopóki papież nie przeprosi za Holocaust, za wyprawy krzyżowe, nie powinien pokazywać się w Izraelu?” odpowiada: „Ależ wręcz przeciwnie. Cieszę się, że jest u nas. Może na własne oczy zobaczyć, że odnosimy zwycięstwo nad chrześcijaństwem. Mamy dużo religijnych rodzin, które uznają za swoją misję posiadanie wielu dzieci. To nasza zemsta na świecie chrześcijan. Znak, że Pan Bóg nam błogosławi. Błogosławi naszej misji. A jest nią odbudowa potęgi Izraela z czasów króla Dawida. Niech Benedykt XVI ujrzy, że naród żydowski spełnia zadanie powierzone mu przez Boga. Wbrew wszystkim przeciwnościom.”3
Doskonale wiedzą o tym, że dzieci są dowodem Bożego Błogosławieństwa muzułmanie – już nie trzeba wyjeżdżać z Europy, aby się o tym przekonać – wystarczy pojechać do Niemiec albo do Francji...
Wydaje się, że w pogoni za natychmiastową przyjemnością wielu chrześcijan o tym zapomniało – choć z pewnością znamy wiele wspaniałych wyjątków; do nich należą na przykład wspólnoty neokatechumenalne.
Na tle dzisiejszych odchyleń gest Józefa i Maryi, będąc streszczeniem ich dotychczasowego życia, jawi się jako świadoma zgoda na to, co Bóg dopuści – otwartość na kolejne etapy wzrostu, w górę.
Oni nie pozbywają się kłopotu, ale uznają dziecko za dar Boga, ufne powierzają Go Bogu – to wyraz ich troski i gotowości współpracowania z Bogiem – najlepsze, co rodzice mogą zrobić.
W ten sposób przypominają nam, że szczęścia, radości nie doświadczy się przez zachłanne szukanie przyjemności (zwłaszcza natychmiastowej) jako celu samego w sobie, ale przez poświęcenie się, bycie dla innych - pod górę, po schodach... Ono Maryję poprowadzi, od tych schodów, wzwyż, aż pod krzyż, ale w końcu do ukoronowania na Królową Nieba i ziemi – do spełnienia się o którym dziś mówi św. Jan.
Na postawione przez Rabina pytanie o motyw ofiarowania się odpowiada każda Eucharystia - jako przypomnienie i uobecnienie Ofiarowania się Jezusa Chrystusa za nas. Życie chrześcijan (a w naszym temacie poświęcenie się rodziców czyli współpracowników Pana Boga), Kościół rozumie jako wspólną odpowiedź z wdzięczności za zaproszenie, na które nikt z ludzi nie zasłużył.
Aby taka czysta intencja w nas wzrastała, prośmy by kontemplacja gestu Józefa i Maryi, otwierała nas na logikę bezinteresownej miłości, i uzdalniała do składania siebie Bogu w ofierze, zgodnie z rozpoznanym powołaniem.


Dodaj do:

Komentarze dodaj komentarz

Komentarze mogą ogladać jedynie zalogowani i oplaceni użytkownicy.

Dołącz za darmo

  • Oświadczam, że zapoznałem się z Regulaminem serwisu Przeznaczeni.pl i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień. Oświadczam również, że jestem osobą pełnoletnią.